Po chłodnej nocy zapowiadał się deszczowy dzień a nawet dwa dni. Mieliśmy alternatywę. Zostać w namiocie i się w nim zanudzić albo szybko pakować dobytek i zmykać przed deszczem i szukać jakiegoś noclegu pod dachem w następnym miejscu do którego doprowadza nas...koła.
Między Pogorzelicą a Mrzeżynem trasa R10 biegnie leśnym duktem... Trudno się tu zgubić. Co jakiś czas bardzo czytelne oznakowanie trasy.
Mimo pochmurnej aury można było dostrzec piękne okoliczności przyrody.
W drodze do Mrzeżyna zmora rowerzystów - kocie łby. Jazda po nich skutkowała bólem nadgarstków, ramion, tyłka a po dłuższym czasie nawet wstrząśnieniem mózgu. A teraz... Tadam.... Fajna nawierzchnia, przyjazna cyklistom.
W Grzybowie rowery, na których bardzo szybko możnaby pokonać niejedną trasę. .
Tylko bardzo trudno na nie wejść
Przez całą drogę, towarzyszyło nam pochmurne niebo i pojedyncze krople deszczu. Kołobrzeg przywitał nas deszczem.
Deszcz nie powstrzymał nas przed wypiciem dobrej kawki i wciągnięciem przepysznego, świeżego pączka.
Dołączył do nas wróbel liczący na smakowity kąsek. A proszę czemu nie. Dostał kawałek... złapał w dzióbek, czekał na jeszcze, więc dostał. Czekał dalej ( widocznie duża rodzina do wykarmienia) a że więcej okruszków nie było, odfrunął.
Wjeżdżając na trasę między Kołobrzegiem a Sianożętami każdy rowerzysta jest zliczany przez zmyślne urządzenie. Każde z nas zostało policzone do statystyk zarówno dziennych jak i rocznych. Piotrek dostał swój numer a ja swój...
Trasa rowerowa z Kołobrzegu do Ustronia Morskiego jest jedną z piękniejszych na wybrzeżu i nawet w deszczu są tu piękne widoki.
Do Ustronia Morskiego przyjechaliśmy zmoczeniu przez deszcz ale wielkiego dramatu nie było. Morze spokojne, niebo ciemne...a my zadowoleni, bo znaleźliśmy spanie na polu namiotowym Pod brzozami...Radość nasza tym większa, że dwie noce spędzimy w przytulnym pokoju oferowanym przez właścicieli.
Dziś przejechaliśmy dystans 52,5 km
W sumie na okazało się, że w Ustroniu Morskim spędziliśmy 4 dni. Nastąpiła mała zmiana planów. Miały być dwa noclegi, ale, że Piotrek - kibic siatkówki, powiedział, że w sobotę i niedzielę są ważne mecze, poszłam i wykupiłam jeszcze dwa noclegi.
W związku z tym w piątek pojechaliśmy ponownie do Kołobrzegu... Zjedliśmy pączki, wypiliśmy kawkę, a ja dostałam nowe, wygodniejsze "rączki" do rowera.
Wieczorem na polu namiotowym, zapachniało grillem. No więc co? Odszukałam sprawcę, zapytałam czy można się podpiąć. Sąsiad nie dosyć że nam upiekł kiełbaski, to jeszcze podzielił się z nami swoimi warzywami.
W sobotę lenistwo na plaży. A w niedzielę rowerowa wycieczka do Podczela.
Tam plażowanie, smaczne lody i powrót na pole namiotowe.
Komentarze
Prześlij komentarz