Dzień 9

Dziś przywitał nas słoneczny poranek. Szybkie biwakowe śniadanko. Skromne ale smaczne 😉

Państwo u których spaliśmy bardzo życzliwi. Zapewniają komfortowe warunki i miłą atmosferę. Polecamy Darłowo Morska 84. Przyjęcie rowerzystów na jedną noc nie stanowi tu żadnego problemu.

Z Darłowa wbiliśmy się w ścieżkę R10. Wiedzie między morzem i jeziorem Kopań. Miejsce urokliwe. Widoki super.

Ścieżka przez ok 7 km prowadzi po trelince, więc trochę się podskakuje ale jak się dobrze wpasuje kołami to nawet nie podrzuca... Ale....patrząc na trelinkę nie można obserwować okoliczności przyrody... więc co tam, że dupa podskakuje...

W trasie foto... Jak widać pogoda dopisuje, humory raczej też...

Kiedy jechaliśmy trzy lata temu przed miejscowością Wicie musieliśmy kawałek trasy przepychać rowery plażą. Powstawała tam nowa ścieżka rowerowa. Teraz mieliśmy okazję nią jechać. Widać, że ktoś o nią dba. Trawy przy ścieżce przycięte, szyszki odgadnięte.

W Wiciu przebiega geograficzny środek polskiego wybrzeża. Obowiązkowe foto.

Kolejną asfaltową ścieżką rowerową dojeżdżamy do Jarosławca. Tam zauważyliśmy z klifu fajnie uformowaną plażę. 

W Jarosławcu latarnia morska.
Następnie jechaliśmy nowo utworzonym odcinkiem trasy R10, 13. Widać, że powstały one z funduszy unijnych. Świetna nawierzchnia, wspaniałe oznakowanie... Nikt się nie zgubi.
Zatrzymaliśmy się w wiosce Jezierzany nad jeziorem Wicko. Urokliwe miejsce. Można by tak siedzieć i siedzieć... ale za nami zaledwie 22 km a przed nami jeszcze ze 40km. Czas ruszyć cztery litery i hej do przodu.


Słonko świeci, żaby rechoczą, bociany klekocą...
Ścieżka prowadzi nas przez niewielką wioskę Łącko z urokliwymi zabudowaniami, małym kościołem... Bardzo ładne, spokojne miejsce.


Jeszcze trzy lata temu trasa R10 przebiegała przez miejscowość Królewo. Jazda dziurawym poboczem lokalnej drogi. Mało komfortowe warunki, biorąc pod uwagę, że kierowcy różnie mijają rowerzystów. Dziś zaskoczenie. Przed Królewem trasa prowadzi polną drogą. W pełnym słońcu, ale bez ruchu samochodów. Skwar leje się z nieba a my dalej i dalej.



Widoki polne urokliwe. Co tam, że gorąco, co że przypieka... Mamy wodę, mamy jeszcze siły w nogach...to ciśniemy.

A i coś na ząb można było wrzucić. Ja ten smak znam z dzieciństwa, z ogrodu mojej Babci, dla Piotrka był to debiut. Ale mówi, że smaczne.... Wiecie co to jest? Zielony groszek. Im młodszy tym smaczniejszy.

W drodze do Ustki przez Wytowno widać, że fundusze unijne tu nie dotarły. Skąd taki wniosek? Ano stąd, że już nie ma asfaltowej drogi, miejscami grzęźniemy w piachu a i oznaczenie szlaku niby miejscami jest a jakby go nie było.


Na wjeździe do Ustki mamy sprawdzoną stołówkę szkolną. Można w nie zjeść dwudaniowy obiad w rozsądnej cenie. Poleciliśmy to miejsce dwóm sympatycznym młodym dziewczynom, które w ten upał na rowerach wiozły cały swój dobytek w ogromnych wypchanych plecakach. Daliśmy im kilka wskazówek na następny wyjazd. Złapały bakcyla i już planują następne wyjazdy.
Po smacznym obiedzie start w dalszą drogę.

Ostatnie 6 kilometrów do Rowów to droga przez mękę. Niby trelinka ale ułożona na lekko podmokłym terenie więc się rozjechała. Pełno nierówności. Wysokie gęste trawy... Do pełnego horroru brakowało tylko roju komarów.




Po takim dniu jeszcze smaczna kolacja.

Dziś zrobiliśmy 70 km. Ciekawe czy jutro będą nas bolały nogi?

Nocleg znaleźliśmy w Rowach na polu campingowym. Spanie w przyczepie...jakieś urozmaicenie...ale
Biorąc pod uwagę wczorajszy nocleg z życzliwymi gospodarzami dzisiejsza pani gospodyni...nastawiona na pełen minimalizm przy maksymalnym zysku. Jak widać ludzie są różni.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 14

Dzień 4-5-6-7

Dzień 2