Dziś rano pobudka, śniadanie, pakowanie. Dziś dopiero zaczęły wychodzić siniaki. Ale... nic to, ważne że nic nie połamaliśmy. Z sakwami na rowerach i z duszą na ramieniu podeszliśmy do serwisu rowerowego. Plan był taki, jeśli się uda naprawić pedałujemy do Gdańska, jeśli się nie uda - wsiadamy w pociąg do Gdyni i tam szukamy serwisu. Mieliśmy ogromne szczęście. Serwis czynny. Była obręcz. Pan w 20 minut uporał się z naszym problemem spędzającym sen z powiek. Uszczuplił nieco nasz budżet...ale ważne że naprawione.
Wyruszyliśmy w dalszą drogę. Ciekawostką... Tak jak podczas poprzedniej wyprawy tak i teraz między Swarzewem a Puckiem skropił nas deszcz. Nawet to jakoś przetrwałam ( bo nie cierpię jak pada w czasie jazdy na rowerze). Może było łatwiej gdyż mimo deszczu było ciepło.
Przed Puckiem rząd rowerów. Fajny widok.
Z Pucka pilnujemy szlaku R10, ponieważ w trakcie ubiegłej wyprawy nawigacja wyprowadziła nas gdzieś w pole. Dojechaliśmy ale łatwo nie było. Uczeni doświadczeniem jedziemy zgodnie ze znakami.
W miejscowości Błędzikowo podziwiamy łany zbóż, kwitnący rumianek.
A na trasie oprócz słupków z oznakowaniem można napotkać znaki na równiutkim asfalcie.
Dojeżdżamy do dawnej osady rybackiej w miejscowości Rzucewo. Tam fotka, chwila na wodę i w drogę.
Następny etap wiedzie nas przez Rezerwat Przyrody Beka. Co jakiś czas widać tabliczki z których można się dowiedzieć jakie zwierzęta i ptactwo można tam spotkać.
Przejechaliśmy przez Gdynię...oznaczenie trasy daremne. Kierujemy się na Sopot. Tu trasa R10 oznaczona wspaniałe, ale zmęczenie już się daje we znaki. Pamiątkowa fotka i hej do przodu.
Nie było łatwo zrobić takiej fotki molo bez dzikich tłumów. A ludzi na molo sporo, nikogo nie zniechęca bilet wstępu.
Za Sopotem w stronę Jelitkowa całkiem przyjemny odcinek trasy. Co chwilę wejście na plażę. Ładna szeroka ścieżka, obok las.
Do miejsca noclegu niby już tylko 5 km ale nie znamy miasta, nawigacja oszukuje, zmęczenie daje o sobie znać... nosz qrła
Ale nie uchodzi naszej uwadze mijany przez nas piękny budynek w którym mieści się Politechnika Gdańska.
Niebo robiło się coraz ciemniejsze, W oddali słychać burzę a my jeszcze ok 3 km od celu... Myślałam już, że rzucę rower w krzaki, niby już blisko ale jeszcze pod górkę... Udało się... dotarliśmy ale łatwo nie było.
Dziś zabrakło 40 m do pełnych 70 km
Komentarze
Prześlij komentarz