Dzień 17

Plan na dziś - dojechać do Krynicy Morskiej Pisków, do granicy Polski z Rosją. Czekało nas nie lada wyzwanie... Dziś do przejechania ponad 90 km

Na ścieżkę rowerową R10 kierował nas całkiem sympatyczny kierunkowskaz


Trasa wiodła nas przez las. Początkowo łagodna, niemal płaska nawierzchnia...  Zapowiada się całkiem przyjemna droga...


Nieco dalej za Stegną pojawiają się pagórki, raz pod górkę raz z górki... Mamy dużo sił w nogach i przyjemnie się jedzie, niemniej jednak w tyle głowy mam myśl, że tą samą trasą będziemy wracać i z górki będzie przyjemnie ale pod górkę... Dobra jakoś będzie.

W drodze fajne widoki. Gdzieś przy ścieżce kwiatki, poziomki...



Dojechaliśmy do przekopu Mierzei Wiślanej. Praca wre.



Gdzieś w lesie pocięte drzewa. Roztacza się zapach żywicy rozgrzanej słońcem.



Widoki piękne. Trudno na moment nie przystanąć aby popatrzeć.





Dojeżdżamy do ładniejszego odcinka trasy w Krynicy Morskiej.
Oczywiście pamiątkowe fotki.





Trasa w lesie dostarcza nam wielu wrażeń. Miejscami las jak z bajki miejscami jak z horroru.


Jadąc przez las za Krynicą Morską pojawia się kierunkowskaz. Przed nami ostatnia prosta. Tu muszę przyznać, że oznaczenie szlaku na odcinku od Jantaru po samą granicę jest genialne. Na każdym rozwidleniu leśnych dróg jest zaznaczone czy w prawo czy w lewo..


Na końcu 11 kilometrowej ścieżki rowerowej widać szlaban. Za nim tabliczka"Granica Państwa Polskiego" tu obowiązkowa fotka. Udało się nam osiągnąć zamierzony cel...


Obok granicy pierwsze wejście na plażę... Robi to wrażenie.


Plaża również oddzielona siatką... Nikt nie odważa się jej przekraczać. Przy szlabanie po polskiej stronie stoi Straż Graniczna.



W drodze powrotnej znowu podziwiamy Bałtyk ze ścieżki.




Kiedy zostało nam do końca ok 20 km niebo zaczęło się mocno chmurzyć, wzmógł się wiatr, gałęzie drzew zaczęły się niebezpiecznie wyginać... Dziś dostałam alert RCB o możliwości wystąpienia gwałtownych burz... Pal licho deszcz, jest ciepło, więc może nas schłodzić, ale burza w lesie... Dostaliśmy takiego przyspieszenia, że nawet pagórki nie były problem. Dodatkowo Piotrek mnie dopingował, co nie ukrywam bardzo mi pomagało.
Jeszcze fotka na ostatniej prostej...




Dziś zrobiliśmy ponad 94 km, a siodełko trzeba było mi niemal wyrywać z dooopy... Ale.. co tam. Ważne, że osiągnęliśmy zamierzony cel... Napiszę nieskromnie - Brawo My !!!


















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 14

Dzień 4-5-6-7

Dzień 2